You are currently viewing Trzeba uwrażliwiać personel medyczny na to, jak wielką rolę w opiece ma dotyk

Trzeba uwrażliwiać personel medyczny na to, jak wielką rolę w opiece ma dotyk

Czym jest dobry dotyk, jak go praktykować i co robić, by senior był otwarty na taki kontakt? O tym rozmawiam z Agnieszką Kawulą, Założycielką Instytutu Dotyku i Masażu, terapeutką i trenerką Lomi Lomi Fizjo, twórczynią wolontariatu dotykowo masażowego.

W kontakcie z seniorem – podopiecznym często boimy się, że dotyk będzie postrzegany jako przekroczenie granicy. Z drugiej strony widzimy, że seniorzy potrzebują bliskości i więzi. Jak to jest z tym dotykiem?

O złym dotyku wiemy już całkiem sporo. Ale ten dobry też wzbudza niepokój. Bo nie wiadomo: czy wypada? Czy można? Czy to nie będzie przekroczenie granicy? A jeśli jesteśmy pracownikami medycznymi – czy ktoś się „nie przyczepi”? Co pomyśli rodzina, co powie przełożony? Mimo że mamy dobre intencje, tych obaw jest naprawdę dużo.

Dotyk to nasz język od zawsze. Część bycia człowiekiem. I właśnie dlatego powstał Instytut Dotyku i Masażu w Pucku, by przypominać, że dotyk ma znaczenie. Że może być czymś więcej niż techniką – może być relacją, wsparciem, ukojeniem. Chciałam stworzyć przestrzeń, w której dotyk traktujemy poważnie – badamy go, uczymy się go, mówimy o nim z należnym szacunkiem.

Od 16 lat jestem terapeutką hawajskiego masażu Lomi Lomi, więc wiem, jak dotyk działa. Każdy dotyk to impuls dla ciała. Ale nie chodzi tylko o to czy dotykamy, ważne jest też jak. Wciąż mówi się o tym za mało, brakuje polskich badań. Inspiruje mnie amerykańska badaczka Brené Brown. Któregoś dnia pomyślałam: skoro ona może badać wrażliwość i emocje, to może ja mogę badać dotyk? Ta decyzja otworzyła mi zupełnie nowy rozdział. Dotyk stał się nie tylko moją specjalizacją, ale też drogą do ludzi. A nawet – do nowych części mnie samej.

Zbieram i opowiadam historie o dotyku. Takiego, który przynosi ukojenie, przywraca relację, przypomina, że jesteśmy ważni. Bo naprawdę wierzę, że dobro ma znaczenie. I wiem, że zapamiętujemy te gesty czułości, zwłaszcza wtedy, gdy przychodzą w trudnych momentach.

Jedna z takich historii zdarzyła się niedaleko. Znajoma opowiedziała mi, że w okolicznym domu opieki seniorzy mają przy sobie maskotki. Pomyślałam szczerze, że to może trochę infantylizujące. Ale nie chciałam oceniać pochopnie, więc umówiłam się na rozmowę z dyrektorką placówki. Zamiast rozmowy przy biurku, zaproponowała spacer po całym domu. Dziesiątki mieszkańców, każdy w innym stanie. I to, co mnie poruszyło najbardziej, to sposób, w jaki pani Iwona – dyrektorka – podchodziła do każdego człowieka. Przyklękała, mówiła po imieniu, patrzyła w oczy, dotykała z czułością. I w tych oczach, nawet najbardziej nieobecnych, na chwilę pojawiał się błysk. To były sekundy, ale działo się w nich coś ważnego.

A ja? Czułam się trochę bezradna. Przez lata dotykałam zawodowo, w tamtej chwili nie wiedziałam, co zrobić. Intuicyjnie przyklęknęłam, tak jak ona. I zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, seniorzy sami wyciągali do mnie ręce. Tak naturalnie, jakby znali mnie od dawna. Zrozumiałam: to nie jest żadne „obce środowisko”. To jest po prostu świat, w którym dotyk nadal jest potrzebny, może nawet bardziej niż gdziekolwiek indziej.

Bardzo bałam się agresji. Tego, o czym opowiada się często z lękiem: że ktoś będzie krzyczał, bił, szarpał. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Spotkałam się z głęboką obecnością. Nawet jeśli ktoś był niespokojny, pod wpływem dotyku łagodniał, uspokajał się. Tydzień później zostałam wolontariuszką „dotykowo-masażową” w tym domu.

Wprowadzała mnie Magda, fizjoterapeutka. Mówiła: „Nie bój się. Pomasuj dłoń, stopy, choć kawałek ciała”. To nie było łatwe. Ciała były chore, zniekształcone przez czas, podłączone do aparatury. Nigdy wcześniej nie masowałam kogoś po amputacji. Pamiętam, jak Magda zapytała: „Jest tu pani po amputacji nogi. Trzeba zadbać o kikut. Chcesz spróbować?”. Chciałam. Bałam się, że zrobię krzywdę, że nie umiem, że nie wypada. Przecież nikt mnie tego nie uczył – mimo że jestem profesjonalną masażystką. Wystarczył dotyk z troską. Powoli, uważnie, bez pośpiechu. Po prostu, bycie przy kimś, tylko przy pomocy dłoni.

I tak z tygodnia na tydzień masowałam kolejne ciała, powykrzywiane dłonie, opuchnięte stopy, miejsca pooperacyjne, zmęczone plecy. Pracowałam tak wolontaryjnie trzy dni w tygodniu, w różnych placówkach, przez prawie rok. Czasem dołączały do mnie inne osoby, bo moje doświadczenie naprawdę otwierało też innych.

Zanim kogokolwiek dotknę, przedstawiam się i pytam o zgodę, nawet wtedy, gdy mam przed sobą osobę „bez kontaktu” czy pogrążoną w demencji. Każdego pytam, bez wyjątku: „Czy mogę panią/pana pomasować?”. Często słyszę wtedy: „Oj nie, po co?”, „Nie trzeba”, „To nie dla mnie”. Takie odpowiedzi są bardzo częste, bo masaż wciąż wielu osobom kojarzy się z fizjoterapią, czymś bolesnym, nieprzyjemnym, związanym z rehabilitacją.

Więc odpowiadam spokojnie: „To nie będzie bolało. Chodzi o przyjemność i relaks”. Pomaga też prosty rytuał: wyciągam zapachowe kremy. Daję do powąchania. Sama możliwość wyboru, coś tak rzadkiego w codzienności seniora, często ich zaskakuje. Poza tym jestem kolorowo ubrana, uśmiechnięta, moje pojawienie się to zawsze jakaś zmiana w rytmie domu.

Nie było jeszcze osoby, która nie zgodziłaby się choćby tylko na masaż dłoni, czy bolącego kolana. Czasem przy tym rozmawiamy. A czasem nie, ale nawet wtedy, kiedy nie ma kontaktu słownego, jestem całkowicie skupiona na tej jednej osobie. Mówię do niej tak, jakby mnie słyszała. Czułość nie wymaga słów. Czasem wystarczy po prostu pogłaskać przez kołdrę, powiedzieć coś łagodnym tonem. 10–15 minut. Tyle. A ta osoba zasypia spokojniej, jest pogodniejsza, bardziej rozluźniona. Zawsze przychodzi mi wtedy na myśl metafora zwiędłego kwiatka. Taki zapomniany, niepodlany, prawie uschnięty, ale jeszcze nie całkiem. Wystarczy odrobina wody rano, a wieczorem liście znowu się podnoszą.

Często myślimy, że skoro ktoś ma co jeść, jest umyty, jest mu ciepło, to wszystko gra. Ale to podstawy, niezbędne minimum. Jeśli to samo zrobimy z troską a nie z pośpiechem, czy odruchowo, efekt jest zupełnie inny. Troska naprawdę nie zajmuje więcej czasu.

Mówimy tu o empatycznym dotyku w chorobie. Od czego zacząć, by móc go praktykować?

Dla mnie wszystko zaczyna się od tego, jak sami traktujemy własne ciało. Bo jeśli chcemy naprawdę troszczyć się o innych, musimy najpierw nauczyć się tej troski wobec siebie. Ubrać ciało i nakarmić to zdecydowanie za mało. Zwłaszcza w chorobie – wtedy potrzeba łagodności, spokoju, czułości. Takiej codziennej, zwykłej, ale uważnej. Jeśli coś zrobię 15 sekund wolniej – to nie rozwali nikomu grafiku, a może sprawić, że ktoś poczuje się godnie, bezpiecznie. A i ja sama nie wpadnę w tryb zadaniowości.

Empatia i uważność w pracy z seniorem to nie dodatki, tylko fundament. Ale żeby je dawać, trzeba mieć z czego. A jeśli pracujemy na zmiany, jesteśmy zmęczeni, niewyspani, przeciążeni, trudno dawać uważność komuś innemu, jeśli nie ma się jej dla siebie. Dlatego tak ważna jest higiena pracy, zatrzymanie się, złapanie oddechu. Bo bez tego nawet najlepsze intencje się wypalają.

Kurs aktywizacja seniorów

Z mojego wolontariatu i doświadczenia zawodowego narodził się mój pomysł na „Dotyk troski” i stworzenie standardów dotyku w czynnościach opiekuńczo-pielęgnacyjnych. Kiedyś wydawało mi się to wręcz absurdalne, że trzeba tłumaczyć coś tak naturalnego jak dotyk. Ale dziś wiem, że to potrzebne. Bo jeśli dotyk staje się innowacją to znaczy, że coś poważnego przegapiliśmy jako społeczeństwo. Lekarze, pielęgniarki, opiekunowie często mają intuicję, chcą działać z empatią, ale nikt im wcześniej nie pokazał, jak to robić bezpiecznie, z szacunkiem, z korzyścią dla wszystkich stron. A przecież to właśnie dzięki dotykowi senior czuje się kimś więcej niż tylko chorym ciałem do nakarmienia i umycia.

Widzę to w praktyce. Senior, który czuje się zauważony, zaopiekowany, jest mniej „roszczeniowy”, lepiej śpi, z czasem nie potrzebuje tylu leków przeciwbólowych. Bo relacja – dobra relacja – ma działanie terapeutyczne.

Przeczytaj także: „Empatia może wypalać i przytłaczać”. Srebrny wywiad

Oczywiście nie zawsze jest łatwo. Często mówi się: „ten pacjent to trudny przypadek – krzyczy, rzuca się, przeklina”. Ale czasem to po prostu dzień, w którym nie da się nic zrobić. A czasem da się właśnie dzięki dotykowi. Pamiętam panią, która bardzo gwałtownie ruszała rękoma. Zanurzona w swoim świecie. W pokoju siedziała jej córka, więc zapytałam: „Kim mama była zawodowo?” – „Krawcową” – usłyszałam. I to był klucz. Powiedziałam: „To może coś razem uszyjemy?” – i weszłam w jej świat. Jej ręce powoli się uspokoiły. Mogłam wtedy dotknąć kolana, potem ramienia, a w końcu spokojnie wykonać masaż. I to naprawdę przyniosło ukojenie. Czasem wystarczy chwila, by zrelaksować kogoś na cały dzień. Bywa, że nawet złagodzić moment umierania.

Roboty, które pewnie prędzej czy później zaczną pojawiać się w opiece, też pomogą, jasne. Ale nie mają tego, co ma człowiek: ciepła, obecności, układu nerwowego, który reaguje na druga osobę. Jeśli ja jestem spokojna, obecna to nawet jeśli ktoś obok mnie jest niespokojny, poczuje mój spokój. I zaczyna się synchronizacja. A jeśli do tego dochodzi dotyk – powolny, świadomy, pełen szacunku, mamy jeszcze większy efekt terapeutyczny.

Pamiętam też taką sytuację: masowałam jedną z trzech pań w pokoju, kiedy wszedł ksiądz z komunią. Jedna z pensjonariuszek, drobna, już bez logicznego kontaktu, nagle spięła się cała. Kiedy ksiądz udzielał komunii, jej ramiona uniosły się, ciało zesztywniało. Wszystko w jej ciele krzyczało. Gdy ksiądz wyszedł, podeszłam do niej i wtedy zauważyłam: miała rozpiętą koszulę nocną, a jej klatka piersiowa była dość mocno wyeksponowana. Pani najwyraźniej czuła dyskomfort, chciała wyglądać godnie. Poprawiłam koszulę, przykryłam kołdrą. Jej ciało natychmiast się rozluźniło.

To był moment, który miał być święty. A dla tej pani był stresujący. I tylko dlatego, że nikt nie zauważył tak drobnego szczegółu. Te najważniejsze rzeczy w opiece zaczynają się od rzeczy drobnych: spojrzenia w oczy, poprawienia koszuli, założenia ciepłych skarpetek. Tego się nie uczy w podręcznikach, ale to właśnie buduje poczucie bycia naprawdę zaopiekowanym.

Człowiek to nie jest zadanie do odhaczenia. Nie chodzi tylko o to, żeby był umyty, ubrany, nakarmiony. To są potrzeby biologiczne. Ale obok nich są jeszcze potrzeby emocjonalne, duchowe, relacyjne. I to właśnie tam dotyk – empatyczny, troskliwy, świadomy – ma największe znaczenie. Nie tylko dla pacjenta. Również dla nas, opiekunów. Dla relacji, którą razem tworzymy.

Dziękuję za rozmowę

Zapisz się do newslettera!👋

Jako pierwszy otrzymasz wartościowe treści!

👉 Pomysły i inspiracje aktywizacyjne

👉Artykuły poradnikowe i eksperckie

👉Nowe wydania magazynu Super Senior

👉Informacje o nowych wpisach na bloga, artykułach, wywiadach, recenzjach

👉i wiele innych!

Nie bój się spamu! Wysyłam tylko najlepsze treści!

Zapisz się do newslettera!👋

Jeden klik, a jako pierwszy poznasz wartościowe treści

👉 Wsparcie i aktywizacja seniorów

👉Pomysły na zajęcia terapeutyczne i aktywizacyjne

👉Projekty i przedsięwzięcia podnoszące jakość życia osób starszych

Nie bój się spamu! Wysyłam tylko najlepsze treści!